Wczoraj po kilku dniach rozmów z mega wymiataczami, mój mózg “parował” jak ten pieczony kurczak w reklamie WINIARY :D. Mniam! Ci którzy mnie znają wiedzą, że to co pisze to pewna forma KATHARSIS. Zbieram różne emocje z całego tygodnia, oglądam je z każdej strony, szyfruję tylko mi znanym kluczem dostępu i pakuję w tekst.
Robię to po to żeby nie zwariować i nabrać dystansu do problemów innych ludzi. W przeciwnym razie ich problemy stają się moimi problemami, a to krótka droga do WYPALENIA. Tak wiem, to forma BIEDA superwizji – ale u mnie działa, więc trwam przy tym, bo jeśli coś działa to lepiej nie ruszać!
Teraz jeśli to wiesz, to możesz czytać to co piszę również między wierszami. Nielada gratka! Trochę jak w tej Netflixowej produkcji: “Żądza złota: Poszukiwania skarbu Fenna”. Kto oglądał ten zobaczy jeszcze raz i być może kolejny. Warto.
Tytuł na ten tekst to nie mój pomysł, ale jednego z moich klientów. Zapytałem wczoraj pewnego SCYZORYKA o to czego oczekuje, odnośnie naszej współpracy. Po co to robi? Facet mówi, że chce dotrzeć do JOBOWEGO DARKNETU, bo widzi że jego znajomi na LinkedIn, cyklicznie trafiają na fajne stanowiska, a on tych ofert nie widzi.
Nie on jeden tak ma.
I tutaj zaczyna się robić ciekawie.
Bo oficjalny rynek pracy, ten z ofertami na portalach i automatycznymi mailami: „dziękujemy za aplikację ale odrzucamy Twoje CV bo tak”, to tylko SHOWROOM. Witryna w IKEA. Ładnie podświetlona, tylko że nikt tam naprawdę nie mieszka.
Prawdziwe życie toczy się gdzieś indziej. W podziemiach. W kanałach. W REKRUTACYJNYM DARKNECIE.
To tam krążą informacje o rekrutacjach, których nigdzie nie zobaczysz. Tam headhunterzy szepczą jak nimfy u Słowackiego czy Mickiewicza:
„Mam coś, ale tylko dla Ciebie, skusisz się?”.
Tam BOSSowie rozmawiają z byłymi współpracownikami: „Znasz kogoś dobrego? Ale takiego serio dobrego, a nie farbowanego LISA z LinkedIna”.
To nie jest miejsce, gdzie aplikujesz. To miejsce, do którego jesteś zaproszony, albo teleportowany, jak Neo do Matrixa – tylko zamiast Morfeusza, dzwoni stary kumpel z korpo bo wie, że robiłeś dobrą robotę i może dać sobie za Ciebie rękę uciąć.
Bo MARKA OSOBISTA – nienawidzę tego słowa na równi ze strefą komfortu (tfu!) i REZONOWANIEM (aaapsik!), to nie wyglancowany profil na LIN, foto zrobione AI czy opisy które wymyślił Ci pisarz CV, bo nie chciało Ci się (nie miałeś odwagi!) zastanowić się nad swoją karierą.
I właśnie dlatego tak wielu kandydatów gra w nie tę grę, co trzeba. Siedzą godzinami na portalach z ofertami pracy tak jakby cofnęli się 15 lat wstecz i znowu byli juniorami, frustrują się czekając na cud, a tymczasem prawdziwe rozdania za GRUBE stawki idą bokiem.
A żeby było jeszcze ciekawiej – wejście do rekrutacyjnego DARKNETU nie ma jednego, uniwersalnego klucza. To nie loża masońska (chociaż czasem może ją przypominać). Tu liczą się relacje, odwaga, CRMowa rutyna, pracowitość i czasami – bezczelność.
Nie musisz komplikować sobie życia i zbytnio intelektualizować tematu. CV nie musi być PERFEKCYJNE profil też. Nie musi być kolorowe i nie musi mieć 2 stron. To wygodna opcja sprzyjająca prokrastynacji i nie wykonywaniu prostych ruchów.
Bo wystarczy:
– zadzwonić do kumpla, z którym robiłeś projekt pięć lat temu i zapytać, co u niego i czy kogoś nie szukają
– napisać wiadomość do rekrutera, który kiedyś Cię zignorował, ale teraz możesz być mu potrzebny
– odezwać się do byłego szefa, nawet jeśli ostatnio widzieliście się w sądzie pracy :XD
Współczesny rynek raczej nie nagradza biernych CZEKACZY. Tu trzeba być jak John Wick czy brytyjskie SAS w Afryce Północnej – szybki, zwinny, konkretny, z własnym stylem, charakterem i bez strachu przed działaniem.
Nie ma reguł i jednej właściwej ścieżki. Bywa, że trzeba włączyć tryb detektywa Columbo i trochę PODIGOWAĆ rynek. Czasami walnąć jak Thor młotem w stół, a innym razem po prostu mieć szczęście. Ale jedno jest pewne – nikt nie zaprasza na pokera do REKRUTACYJNEGO DARKNETU tych, którzy nie wychodzą z „szafy” (czytaj: strefy kom**tu XD).
Jeśli szukasz pracy i czujesz, że wszystko, co widzisz to jakieś piep**one kopiuj-wklej z ChatGPT, a nie realne oferty, to może czas przestać się oszukiwać i zejść pod powierzchnię?
Najlepszych JOBÓW nie znajdziesz w ogłoszeniach.
Nie zobaczysz ich w zakładce „Kariera”.
Nie klikniesz „Aplikuj”.
Bo fizycznie nie ma takiego miejsca.
To relacje.Rozmowy. Zaufanie.
Polecenia, które krążą między ludźmi, zanim ktokolwiek zdąży opublikować ofertę.
Dlaczego headhunterzy tak działają? Czy są leniwi?
Nie.
Nie są głupi.
Bo chcą uniknąć lawiny przypadkowych CV.
Bo nie chce im się bawić w żmudne procesy tylko są skupieni na wynikach.
Bo wolą kogoś z polecenia.
Bo poleca się tych, którzy nie rzucają słów na wiatr.
Bo czasami nie wiedzą jeszcze, że kogoś potrzebują – aż ktoś spadnie im z nieba.
Bo tak działa świat.
A Ty?
Czekasz na ogłoszenie jak mannę z nieba czy budujesz relacje?
Dajesz się poznać?
Precyzyjnie komunikujesz to czego szukasz?
Pytasz, zanim pojawi się potrzeba?
Ukryty rynek pracy nie jest dla wybranych.
Jest dla tych, którzy działają aktywnie.
Którzy rozumieją, że najlepsze oferty “nie wiszą” miesiącami na portalach.
One krążą między ludźmi bo ludzie rekrutują ludzi.
KEEP IT SIMPLE.
Od ponad 15 lat wspieram firmy w obszarze rekrutacji, executive outplacement i employer branding.
Od 2013r. współpracuje z managerami i specjalistami, którym pomagam w budowania profesjonalnego wizerunku, dokonaniu zmian zawodowych i rozwoju kariery.
Wartości którymi się kieruje to: szacunek, partnerstwo oraz otwarta i bezpośrednia komunikacja.
Jestem autorem ponad 150 artykułów o tematyce HR. Moje wypowiedzi były publikowane m.in. w: TVN, Radio Zet, Newonce, Polskie Radio, Głos Mordoru, The Observer, WP.PL.
Na najlepsze pomysły wpadam podczas długich spacerów z Kropką, nad Wisłą lub po rodzinnym Roztoczu.