Moja znajoma, Marta z Rembertowa, postanowiła zadbać o formę. Zimowy festiwal pizzy z serowymi brzegami, wyraźnie wychodził jej już bokiem. Musiała coś z tym zrobić bo szkoda było tej szafy pełnej drogich, markowych ciuchów.
Nie mogła znieść myśli, że nie wciśnie się w swoje BODY. Szafa tak jak ona, pękała w szwach. Nie mogła tego tak zostawić i powiedziała do siebie w myślach:
– Jak nie teraz to kiedy?
Tego dnia zamówiła kartę MULTISPORT. Kupiła też nowe buty do biegania (takie za 5 stów po promocji), zegarek który nie tylko potwierdza, że żyjesz, ale i motywuje + inne niezbędne akcesoria treningowe, jakich potrzebuje współczesny HOMO CORPORATICUS, żeby wstać z kanapy i ruszyć 4 litery.
Kiedy była gotowa na 120%, poczuła że to już czas na wyjście ze strefy komfortu i za poradą KOŁCZA, umówiła się na pierwszy trening. Wybór padł na “kijki” w parku Łazienkowskim.
Kto był w ŁAZIENKACH ten wie, że nie jest byle jaki park. Lepszy niż SKARYSZAK. Flora i fauna na poziomie PREMIUM. Sporo zwierzyny tak jak za czasów króla Augusta. Pawie, żurawie, kaczki, łabędzie no i WIEWIÓRKI. Te ostanie Marta darzyła szczególną sympatią bo przypominały jej SZYNSZYLE.
Marta generalnie uwielbia zwierzaki i gdy podczas rozgrzewki, podbiegła do niej wesoła wiewiórka to Marta natychmiast przerwała trening i wyciągnęła do niej rękę mówiąc, pieszczotliwie jak do dziecka:
– Basiu, Basiu no chodź do cioci!!!
Basia chyba miała gorszy dzień bo nie do końca dobrze zinterpretowała intencje Marty. I zamiast dać się przytulić, jak w bajkach DISNEYA, wyszczerzyła zębiska i UGRYZŁA Martę w palec!
Koleżanka, w krzyk! Wiewiórka, chyc na drzewo i łypie ślepiami z góry.
Trener Roman, natychmiast przerwał rozgrzewkę, podbiegł do poszkodowanej. Posłał po apteczkę i sprawnie, opatrzył ranę. Uspokoił Martę, i zasugerował, aby udała się do lekarza.
To jednak dzikie zwierzę i warto żeby obejrzał to lekarz – zaznaczył. Marta ze łzami w oczach, udała się na pogotowie. Płakała bo nie potrafiła zrozumieć dlaczego zwierzak tak ją potraktował? To nieludzkie – pomyślała i otarła słone łzy ściekające po policzkach.
Zastrzyk bolał, ale nie tak jak zranione serce. Pielęgniarki pocieszały ofiarę gryzonia i próbowały wykrzesać resztki empatii, żeby zrozumieć poszkodowaną. Jedna z nich, nawet szukała pluszaka, przypominającego wiewiórkę, ale znalazła tylko FOKĘ. Marta lubiła foki, ale miała już taką więc dostała tylko naklejkę DZIELNY PACJENT + L4.
ELQUATRO ZAWSZE SPOKO – pomyślała i to trochę poprawiło jej humor.
Kiedy wracała do domu swoim eko SUVEM, naszła ją ochota na NUTELLĘ. To dobry pomysł, żeby poprawić sobie humor, zasługuję na to! – pomyślała rozgoryczona i ASAP zjechała na parking pod LIDLEM.
Oprócz kilku słoików NUTELLI, kupiła też różne rodzaje orzechów i nasion. Nerkowce, laskowe w czekoladzie, włoskie, pistacje, brazylijskie i inne CHIA. Czuła, że kieruje nią instynkt, tak jak podczas pierwszej ciąży, kiedy zajadała się ŚLEDZIAMI po kaszubsku. Tym razem nie miała wyrzutów sumienia bo to był przecież dzień treningowy. No i ta DRAMA z Basią. Chciała o tym zapomnieć.
Tego dnia rodzina znajomej stanęła na wysokości zadania i nie była tak irytująca jak zwykle. Wieczorem zamiast kolejnego odcinka NA WSPÓLNEJ, zapragnęła dowiedzieć się czegoś więcej o życiu wiewiórek. Objadając się solonymi nerkowcami i lodami orzechowymi, pochłania odcinek za odcinkiem BRYGADY RR. Chip i Dale to jej ulubiona kreskówka z dzieciństwa. Czuła, że te dwa gryzonie, są jej bliskie. Widziała, że one nigdy by się tak nie zachowały jak BAŚKA z ŁAZIENEK. Nie widziała tylko czy jest bardziej CHIPEM czy DALEM. Ta myśl nie dawała jej spokoju, ale pozwoliła zasnąć.
Obudziła się rano, zlana zimnym potem. Nie wiedziała czy to koszmar czy ta historia wydarzyła się naprawdę. Opatrunek na palcu uziemił Martę w jej TU I TERAZ.
Spojrzała w lustro i poczuła obrzydzenie. Postanowiła że coś musi w swoim życiu zmienić. W pośpiechu, zarzuciła na siebie wczorajszy dres i pobiegła w podskokach do zaprzyjaźnionej fryzjerki.
AMELIA dopiero otwierała lokal i trochę zdziwiła się, poranną wizytą Marty.
– Cześć MARTITTO, co cię sprowadza tak wcześnie? – rzuciła na powitanie koleżanki.
– Hej AMI, wielka prośba, od dzisiaj zwracaj się do mnie BARBARA i przemaluj mnie na RUDO. Tylko ASAP! – dodała i otworzyła paczkę nerkowców z JALAPENO.
– Mar… Barbaro, ale ty przecież nie cierpisz RUDEGO? Skąd ta decyzja? Wszytko OK?
– Długa historia. Gusta się zmieniają wraz z wiekiem. Pamiętasz jak ty, jeszcze niedawno nienawidziłaś KASZANKI? Teraz zażerasz się nią jak KSIĄŻULO kebabem – odparła ze spokojem w głosie.
Fryzjerka kiwnęła głową, pomyślała chwilę o kaszance z grilla i zabrała się do pracy. Po godzinie, blond loki Marty były tylko WSPOMNIENIEM.
Marta wracała, przez park. Chciała za wszelką cenę spotkać wiewiórkę i spróbować, ponownie nawiązać międzygatunkową relację. Kiedy dostrzegła jednego wypłowiałego gryzonia, serduszko zabiło jej mocniej. Ostrożnie zbliżyła się do zwierzątka, ściskając w garści ostatnie 2 nerkowce. I kiedy była już o krok, zadzwonił telefon i spłoszył wiewiórkę.
– K@*wa mać! – zaklęła Marta. Zrobiła to tak głośno, że aż dwóch amatorów kwaśnych jabłek prawie spadło z ławki.
Dzwonił HR, exMarta nie stawiła się w pracy. Postanowiła nie odbierać, bo to nie było dla niej ważne. Liczyła się tylko RUDA, a jej próżno było szukać Zniknęła bez śladu. W trawie bielił się tylko ten jeden nadgryziony orzeszek.
Po powrocie do domu, telefon zadzwonił ponownie. Odebrała i zanim głos w słuchawce zdążył zareagować, BARBARA oświadczyła stanowczym tonem:
– REZYGNUJĘ Z TEJ PRACY. Nie jest ona dla mnie rozwojowa. Poza tym, mam teraz inne priorytety. Buduję domek na drzewie i planuję tam ułożyć sobie życie na nowo!
Po czym zakończyła rozmowę i pierwszy raz w życiu poczuła, że robi coś w zgodzie ze sobą.
Koniec.
*Historia oparta na faktach – podobieństwo do prawdziwych osób i zdarzeń jest zupełnie przypadkowe. Przy pisaniu tego artykułu nie ucierpiał żodyn zwierzak.
Od ponad 15 lat wspieram firmy w obszarze rekrutacji, executive outplacement i employer branding.
Od 2013r. współpracuje z managerami i specjalistami, którym pomagam w budowania profesjonalnego wizerunku, dokonaniu zmian zawodowych i rozwoju kariery.
Wartości którymi się kieruje to: szacunek, partnerstwo oraz otwarta i bezpośrednia komunikacja.
Jestem autorem ponad 150 artykułów o tematyce HR. Moje wypowiedzi były publikowane m.in. w: TVN, Radio Zet, Newonce, Polskie Radio, Głos Mordoru, The Observer, WP.PL.
Na najlepsze pomysły wpadam podczas długich spacerów z Kropką, nad Wisłą lub po rodzinnym Roztoczu.