Blog

Z rekrutacją jest jak z chodzeniem na randki. W poszukiwaniu kandydata idealnego.

… w poszukiwaniu idealnego partnera. Zawsze kiedy prowadzimy proces rekrutacji, wyszukujemy nowych kandydatów, możemy wtedy zadać sobie zasadnicze pytanie: Dlaczego to jest takie trudne? Co ciekawe, jako singiel zadawałem sobie to samo pytanie, spotykając się z kolejnymi kobietami: Dlaczego tak trudno znaleźć tę idealną? Być może dlatego, że, zarówno w świecie rekrutacji, jak i uczuć, ideały istnieją tylko w arkuszach z wymogami.

Ale pojawia się jeszcze jedna, zabawna, techniczna kwestia. Co stało się ze spotkaniami, wspólnym spędzaniem czasu, zrozumieniem i podejmowaniem decyzji opartych na szczegółowych informacjach. Zarówno świat rekrutacji, jak i randek przeniósł się w świat wirtualny. Rozmowy na Skype, wysyłanie maili, kontaktowanie się przez komunikatory. I jak tutaj zbudować dobrą relację? Dostrzegacie podobieństwa? Jak wiele ostatnio mieliście procesów rekrutacyjnych, które w większości nie odegrały się przez telefon. Wszystko dzieje się bardzo szybko.

Jeszcze całkiem niedawno większość rozmów o pracę odbywała się osobiście. Trudno było sobie wyobrazić spotkanie rekrutacyjne, które nie trwało przynajmniej godzinę. Każda rozmowa wymagała nie tylko dokładnego przygotowania obu stron, ale również spędzenia ze sobą odpowiedniej ilości czasu. Od samego początku, od najniższego poziomu rekrutacji, czyli rozmów wstępnych. Zwracaliśmy wtedy uwagę na to, jak kandydat się ubiera, zachowuje, jaki jest jego poziom kultury biznesowej. To budowało silne relacje. Teraz większość rozmów to rozmowy telefoniczne. 15 minut. Zapytanie o najważniejsze punkty kariery zawodowej i predyspozycje. I następny. Nie łatwo byłoby to spowolnić. Gdyby spędzić z kandydatem tyle samo czasu, co kiedyś, okazałoby się, że został już zatrudniony przez kogoś innego. Widzicie powiązanie z randkowaniem?

Zmienił się też rynek. Kiedyś można było wybierać spośród 5 specjalistów, tego, który najlepiej pasował do kultury organizacyjnej firmy, posiadał najlepsze cechy osobowościowe. Chociaż z jednej strony jest to akurat dobry znak, że teraz to firmy muszą bić się o dobrych kandydatów.

Kiedy się nam spieszyło albo kandydat pilnie szukał pracy, a my widzieliśmy w nim potencjał, zawsze mieliśmy czas, żeby napisać szczegółowy opis kandydata i wysłać go do znajomych po fachu. Teraz wysyłamy pospiesznie CV. Kiedyś mieliśmy czas, żeby zadzwonić i opisać kandydata w superlatywach, teraz musi wystarczyć szybki mail.

Jak to się wszystko pozmieniało? Uważam, że bardzo osłabiła się relacja: rekruter – kandydat. Nie ma już czasu na przedłużające się spotkania. Mało która firma może pozwolić sobie na obsuwy czasowe z tym związane. Wszyscy chcą tylko jak najszybciej zakończyć proces. Kandydaci chcą pracować, rekruterzy chcą premii, a pracodawcy chcą jak najszybciej domknąć proces i zapełnić wakat.

Nie można nikogo za to winić. Z jednej strony to dobrze, że wszystko przyspieszyło. Z drugiej jednak strony czasami miło z nostalgią powspominać sobie czasy, kiedy wszystko toczyło się powoli i mieliśmy czas na podejmowanie decyzji w warunkach pewności, stabilności, a przede wszystkim na pogłębioną refleksję. Teraz zawsze mamy jakąś presję czasową i wszystkie decyzje podejmujemy w warunkach ryzyka. Uda się bądź nie. Nie ma czasu na bardzo głębokie refleksje. Być może to znak czasów.

Dziś w związku rekruter – kandydat ciągłe zmiany doprowadzają do ciągłych rozwodów, co zmusza do ciągłych poszukiwań, czyli trochę jak seryjne randkowanie.