Blog

Praca uszlachetnia, ale poza szlachectwem trzeba z czegoś żyć. O tym dlaczego pracodawcy nas potrzebują.

Chciałbym żeby pracodawcy przestali udawać, że są doskonali i że w firmie nie ma żadnych problemów. To niebezpieczny mit, który stara się wytworzyć każda z zatrudniających firm. Po co? To proste. Kiedy przychodzimy na rozmowę, zależy im na wytworzeniu wrażenia, że są naszymi zbawcami i dają nam coś wspaniałego, czym jest możliwość pracy dla nich. To trochę tak jak Sting, który pozwala sobie płacić za pracę dla niego, samemu nie oferując wynagrodzenia. To byłby ideał, prawda pracodawcy?

No niestety, praca co prawda uszlachetnia, ale poza szlachectwem musimy jeszcze z czegoś żyć. Mam dość pracodawców, którzy oferując ci pracę udają, że robią ci tak naprawdę prezent. Prawda jest prostsza – jesteś im potrzebny.

Oni mają problem, ty masz go rozwiązać. Najlepszą firmą na świecie byłaby jednoosobowa działalność, która nie wymaga zatrudnienia żadnego pracownika, bo pracownicy generują koszty. Pracownicy wymagają zabezpieczeń socjalnych, pracownicy potrzebują przestrzeni biurowej (albo sadowniczej, jak to jest u Stinga), pracownicy muszą mieć odpowiedni poziom motywacji, a znalezienie dobrej osoby na dobre miejsce sprawiło, że powstał cały HRowy grajdoł.

Firma ma problem, ty go rozwiązujesz. Nieważne czy jest związany z finansami, sprzedażą, zatrudnieniem czy pracą produkcyjną. Jesteś gościem od rozwiązywania problemów. Niech nikt tutaj nie udaje, że ktokolwiek zamieszcza ogłoszenie o pracę z dobroci serca.

Kiedy pytasz na rozmowie: po co otworzyliście w firmie stanowisko Specjalisty ds. Rozpatrywania Reklamacji? Możesz spodziewać się odpowiedzi w stylu: chcemy poprawić jakość produktu, chcemy lepiej poznać potrzeby naszych klientów, chcemy być innowacyjni na rynku i wyprzedzić konkurencję. Bzdura! Nie radzicie sobie z tabunami ludzi, którzy nie chcą waszych produktów! To oczywiście sytuacja bardzo mało optymistyczna dla firmy. Ale możemy być pewni, że dział reklamacji prosił o rozpisanie nowego stanowiska już trzeci miesiąc i pragną jak najszybciej dać rozszalałemu tłumowi kogoś kto ich poskromi. Firma ma problem. Zresztą tyczy się to każdego innego stanowiska, łącznie ze sprzedażowymi – nowy sprzedawca świadczy o tym, że chcą sprzedawać więcej, inżynier – więcej projektować, naprawiać, itp.

Mówmy otwarcie o tym po co zatrudnia się ludzi i traktujmy ich jak równoprawnych partnerów biznesowych. Nie pozwólmy, żeby ktokolwiek zmuszał nas do proszenia się o stanowisko, jakby było manną z nieba. Każdy choćby specjalista wie, że do pracy trzeba mieć podejście jak Don Juan do kobiet – nie ta to inna.

Prawdą jest też to, że my lubimy problemy. Nie chodzi nam tylko o pieniądze. Nie martwcie się więc drodzy pracodawcy o to, że obawiamy się wyzwań – chcemy tylko odrobiny szczerości. Bo gdybyśmy ich nie lubili to po co harowalibyśmy po godzinach, żeby domknąć projekty do deadline’u? Chyba nie z poczucia obowiązku – lubimy ten cały syf, który powstaje przy ostrej pogoni za klientem, zleceniem i lubimy te nadgodziny – naprawdę. Uwielbiamy to uczucie kiedy odpalamy papierosa z myślą, że świetnie sobie tym razem poradziliśmy. Gdyby chodziło tylko o pieniądze 90% z nas byłaby teraz podwodnymi spawaczami w Norwegii.

Na szczęście pracodawcy zaczynają to dostrzegać, a narzekać można jeszcze na tych, którzy nie mogą zapomnieć raju zatrudnień w latach 90, kiedy każdy chciał jakiejkolwiek pracy, a z drzew wyciętych na kolejne kopie CV można by zbudować replikę Giewontu w skali 1:1. Panta rei, miejmy nadzieję, że w dobrym kierunku.