Blog

Imprezy firmowe – udręka, przyjemność, konieczność?

Integracja, team building, przyjazne przedsiębiorstwo. To słowa, które coraz częściej pojawiają się na korporacyjnych korytarzach. Wcielanie ich w życie często oznacza jedno – firmową imprezę. Jedni je kochają i z niecierpliwością odliczają dni do kolejnej gali lub, mniej formalnie, działowego wyjścia na piwo. Inni wręcz przeciwnie, kiedy tylko widzą w swojej skrzynce zaproszenie, od razu planują urlop lub zastanawiają się, jaką dolegliwość można symulować tym razem… Dlaczego? Niech żyje bal Ci, dla których takie rozrywki to najlepszy sposób spędzania wolnego czasu już kilka tygodni przed imprezą będą zastanawiać się, z kim dzielić pokój i jaki strój wybrać. Możesz być pewien, że któryś z kolegów z działu obok przygotowuje właśnie zbiór żartów do opowiedzenia przy prezesie. Jak wytrzymać z miłośnikami firmowej integracji? Jeśli sam do nich należysz, możesz poczuć się jak ryba w wodzie, ale uważaj – niech odliczanie do wydarzenia nie przysłoni Ci obowiązków. Wtedy zamiast doskonałej zabawy poczujesz nieprzyjemny ciężar niedotrzymanych deadlinów. Nie jesteś fanem takich rozrywek? Nie musisz udawać entuzjazmu, ale nie psuj nastroju innym. Surowo zabronione jest wyśmiewanie się, możesz narobić sobie wrogów i pokutować przez kilka następnych miesięcy. A może nie iść? Przyznaj się, takie rozwiązanie przyszło Ci do głowy przynajmniej raz. Jeżeli nie masz ważnego powodu biznesowego, nawet o tym nie myśl. Nie chcesz wyjść na gbura i osobę, która męczy się spędzając czas z innymi – szczególnie jeśli to Twój zespół. Integracja – za jakie grzechy? Firmowe imprezy to zazwyczaj zmora introwertyków. Nawet jeśli sam jesteś ich fanem, na pewno masz w zespole osobę, dla której to najgorszy koszmar. Zazwyczaj dość łatwo ją wyłapać (kiedy ktoś wspomina temat, nieszczęśnik wygląda jakby miał ochotę zwrócić obiad), więc jeśli już to zrobisz, postaraj się, aby nie została przytłoczona przygotowaniami innych osób. Może się zdarzyć, że obecność na takim evencie to dla kogoś naprawdę duża nieprzyjemność. Co wtedy? Nie zmuszać. Szczególnie jeśli wysokie kompetencje społeczne oraz umiejętność integracji nie są kluczowe na danym stanowisku (np. analitycznym czy IT). Godzina zero No dobrze, czas przejść do wielkiego dnia. Co zrobić, żeby impreza zostawiła za sobą jak najmniejszą traumę? Po pierwsze pamiętaj, że open bar naprawdę nie musi być najważniejszym miejscem wieczoru. Nie ma nic gorszego niż pijany menadżer i złośliwe uśmieszki na korytarzach przez kilka kolejnych tygodni. Jeśli pijesz – nie zapominaj o jedzeniu. Oczywiście również w umiarze, nie chcesz zostać zapamiętany jako osoba z przyczepionym do ręki talerzem i poplamionym sosem kołnierzykiem. Warto pamiętać o podstawowej zasadzie dobrego wychowania, czyli punktualności. Oczywiście na wydarzeniach z większą liczbą uczestników ewentualne spóźnienie nie będzie aż tak zauważalne, jednak pojawienie się 3 godziny po rozpoczęciu może być odebrane jako brak szacunku. Przeciwników integracji niech zmotywuje reguła „szybciej przyjdziesz-szybciej wyjdziesz”. 😉 Niektórzy popadają też w inną skrajność i bawią się – dosłownie – ostatniej minuty. Uświadamiamy – wyjście na końcu również nie będzie najlepszym pomysłem. Odradzamy także przychodzenie z osobą towarzyszącą, chyba że taka możliwość będzie bardzo wyraźnie zaznaczona w zaproszeniu. Przy gościu z zewnątrz pracownicy mogą czuć się niekomfortowo i mieć Ci później za złe, że nie mogli swobodnie porozmawiać na tematy służbowe (nie łudź się, takie na pewno się pojawią). Zakazany jest również flirt, szczególnie pod wpływem alkoholu, i uwielbiane przez wszystkich plotki. Na imprezie rozejdą się znacznie szybciej niż w biurze. Wiesz już wszystko. Pozostaje tylko znaleźć odpowiedni strój, wziąć głęboki oddech i… przetrwać. Jeśli potraktujesz to z dystansem, wszystko powinno potoczyć się bezproblemowo. Oczywiście do następnego razu.  
Piotr Jabłoński

Piotr Jabłoński

CEO & Founder & Career Consultant at Career & CV Experts
Były rekruter, zdobywał doświadczenie w firmach doradztwa personalnego i w wewnętrznych działach HR. Przeprowadził ponad 200 procesów rekrutacyjnych na różne szczeble stanowisk dla polskich i międzynarodowych organizacji.

Szum informacyjny, brak wiedzy kandydatów na temat mechanizmów rządzących rynkiem pracy w epoce mediów społecznościowych oraz kłopoty w komunikacji na linii: kandydat - rekruter - pracodawca, zainspirowały go do przejścia na „trzecią stronę mocy” i założenia firmy doradczej Career & CV Experts (http://cvexpert.pl/). Gdzie wraz zespołem Konsultantów od ponad 5 lat, skutecznie wspiera swoich Klientów w podejmowaniu strategicznych decyzji, związanych z rozwojem ich karier oraz efektywnym poruszaniu się po rynku pracy.

Wierzy, że gdyby przynajmniej połowa kandydatów, którzy nie otrzymali obiecanej informacji zwrotnej od rekruterów, zamiast obrażać się na nich, nagłośniłaby sprawę w mediach społecznościowych, to zjawisko szybko przestałoby istnieć.
Piotr Jabłoński