Blog

Czy roboty zabiorą nam pracę?

A niech ją sobie wezmą, pomyślałem siadając dziś rano do komputera. Jutro poniedziałek, a trzeba jeszcze pisać te linijki tekstu. Niedziela oficjalnie awansowała w ten sposób do najbardziej znienawidzonych dni tygodnia. Gorszych nawet od poniedziałku. W poniedziałek mało kto ma jeszcze kaca, jest się dużo bardziej wyspanym i nie trzeba jechać do teściów, na rodzinny obiad. Wolę już poniedziałek i przytulny blat swojego biurka. Ale o czym mówiłem? Roboty. Okazuje się, że technologia jest największym konkurentem człowieka na rynku pracy. Jeszcze 25 lat temu kartoteki i biblioteki danych zajmowały całe budynki, a ludzi którzy je obsługiwali można było liczyć w tysiącach. Okazuje się, że po komputeryzacji tych baz danych, zapotrzebowanie na siłę ludzką spadło do zaledwie kilku administratorów, którzy i tak nie muszą pracować na pełnych obrotach. Czy taka prosta zależność wystarczy, żeby stwierdzić, że niebawem ludzie nie będą pracować w ogóle? To niesie za sobą inne zagrożenia. Każdy chyba oglądał Matrixa i dobrze wie co dzieje się, kiedy maszyny rozzuchwalą się za bardzo. Albo Battlestar Galacticę, gdzie Cyloni (pół roboty – pół komputery) zbuntowały się i zawładnęły światem. Podobno Google zainwestowało ostatnio małą fortunę w firmę, która zajmuje się tworzeniem oprogramowania dla sztucznej inteligencji. Może okazać się, że nawet przy stosunkowo słabych procesorach, taki robot będzie inteligentniejszy od niejednego z naszych kolegów z pokoju obok. Ale zagrożeniem buntu maszyn niech zajmują się nasze dzieci. Ja chciałbym się skupić na problemie pracy w erze robotów. Bezrobotny-robot Wbrew pozorom nie jest to problem tylko południowo-koreański albo japoński. I do polskich firm, z coraz większym zapałem wita technologia. Przy takich zagadkach warto posiłkować się historią. W XIX wieku karierę w Wielkiej Brytanii robili luddyści. No dobra, nie była to kariera, ale z pewnością byli w centrum uwagi, ze względu na swój radykalny pogląd dotyczący maszyn tkackich. Nienawidzili ich. Palili wszystkie, które zdołali dosięgnąć, bo uważali że maszyny zabierają im pracę. Myśleli, że w ten sposób będą w stanie cofnąć wynalazczość i powrócić do stanu, sprzed przemysłowej rewolucji, kiedy to ich sposób pracy był uznawany za najlepszy. Nic z tego, maszyny tkackie ewoluowały jeszcze bardziej i obecnie niewiele jest samodzielnych warsztatów tkackich, a z pewnością żadnego wykorzystującego jeszcze tradycyjne krosna. Co więcej luddyści nie kończyli zbyt dobrze, bo najmniej surową karą, która mogła ich spotkać była zsyłka do Australii (za co wdzięczni są dziś ich potomkowie). Jaki wniosek można wysnuć z tej opowiastki? Czy powstania luddystów mają cokolwiek wspólnego z obecną sytuacją? Więcej niż mogłoby się nam wydawać. Dalej funkcjonuje światopogląd nazywany neoluddyzmem, którzy uważają że postęp technologiczny to zło. Krytykują korporacjonizm (i słusznie) i informatyzacje społeczeństwa (to dlatego, że nie spędzili swojej młodości w sieci). Uważają, że roboty i komputery sprawią, że będzie nam się żyło gorzej, co więcej że maszyny zabiorą ludziom pracę. Powtórka z historii? Przede wszystkim kompletny absurd. Wie o tym każdy, kto ma w domu zmywarkę do naczyń. Nie mamy się czego obawiać. Na każdą maszynę, którą człowiek wymyśli, potrzebny będzie inny człowiek, który będzie ją obsługiwał. To czego tak naprawdę powinniśmy się obawiać to nie fakt, że stracimy pracę, ale fakt, że trzeba będzie się więcej uczyć. Jeśli pracownikami produkcji zostaną cybernetyczne monstra na endoszkieletach, z czułymi, elektronicznymi sercami zaprogramowanymi przez Google, to i owszem pracę stracą ludzie pracujący na tej konkretnie linii produkcyjnej, ale zyskają ją osoby, które będą sprzedawały ubranka dla robotów, śrubki zamienne, programowały je, serwisowały, smarowały. Jednym słowem: rynek będzie dążył do jak największej specjalizacji, za którą nadążyć będą mogły te osoby, które będą się regularnie rozwijać. Będzie coraz więcej coraz bardziej wyspecjalizowanych miejsc pracy. Niestety (albo na szczęście) trudno wyobrazić sobie obecnie miejsce pracy, w którym nie trzeba się niczego nowego uczyć. Większość pracy wymaga od nas ciągłego rozwoju. Jeśli w naszym życiu pojawią się coraz bardziej wyspecjalizowane roboty, rynek potrzebował będzie coraz bardziej wyspecjalizowanych ludzi do ich obsługi. Ostatecznie nie mamy co martwić się o to, że nie będzie pracy. Wręcz przeciwnie, pracy będzie coraz więcej. po_co_robot